Zmierzch Cesarstwa

Dziennik Dima, część pierwsza

Kiedy miłosnicy natury załątwiali cośtam gdzieśtam zostaliśmy zaatakowani przez przeklęte kościeje z jakimś nekromantą na czele. Byliśmy na terenach po jakiejś tam wojnie magów, znajdują się one po drugiej stronie przełęczy bronionej przez krasnoludy w Twierdzy Rundriga, dzielne chłopaki. Nasz czarodziej od siedmiu boleści dał się jakimś cudem złapać i Cassius rzucił się na pomoc. Niezbyt mu się to udało, no chyba że pomagał szkieletom. Już miałem im pomóc, kiedy moją przewagę przykuł wielki szkieletor, który walczył z krasnoludami. Jakby to wyglądało, gdybym zostawił ich samych, wielki bohater byłby ze mnie. A czarodziej się wplątał w kłopoty to i się wypląta. Niestety chyba wypiłem wczoraj za dużo ale, bo coś mi ciosy nie siadały.

W międzyczasie tak zwany czarodziej Emerid zdążył jakimś cudem rozwalić bramę. Nie mam pojęcia co chciał zrobić, ale ktoś to będzie musiał naprawić i to jak najszybciej. Natomiast Cassius uznał, że nie ma sensu przeszkadzać Emeridowi i wyruszył „zwalczać zło”. Nawet nie wiedziałem, że chodok ma tyle siły. Skoczył na nekromantę, holibka, się chłoptaś rozpęknął.

Wracając do mnie, bohatersko przyjąłem na siebie cios, który w innym wypadku trafiłby biednego krasnoluda, który okazał się później kapitanem straży. Takim dobry, co by nie. Z pomocą Cassiusa udało mi się wykończyć to wielkie bydle, po czym pozbieraliśmy co się dało. Zdobyłem jakąś tarczę- lekką, ale za to strasznie wytrzymałą i do tego pyszny chleb, na którego widok z jakiegoś powodu reszta się krzywiła.Czasem ich nie rozumiem. Co dziwne, gdy wieczorem świętowaliśmy Cassius pił wyjątkowo dużo, w życiu w siebie tyle nie mieścił. Nawet wziął udział w zakładach na picie. No nic, czas na zasłużony odpoczynek.

Comments

Jaggred Jaggred

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.